Uwaga – barszcz! - Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego

Uwaga – barszcz!

Powszechnie wiadomo, że dokoła nas rośnie wiele roślin, które mogą pozytywnie lub negatywnie wpływać na nasze zdrowie.  W szkole uczymy się jakich roślin i grzybów należy unikać ze względu na ich trujące własności, a jakie są smaczne i zdrowe.  Niewiele osób jednak wie, iż niektóre gatunki mogą zaszkodzić nawet wtedy, gdy nie zostaną zjedzone.  Wystarczy dotyk lub nawet bliskie sąsiedztwo danej rośliny, aby dały o sobie znać jej szkodliwe właściwości – i nie będą  to lekkie niedyspozycje jak w przypadku poparzenia pokrzywą. 

Po II wojnie światowej do Polski sprowadzono wyjątkowo urodziwy gatunek barszczu – zwany kaukaskim (Heracleum mantegazzianum).  Ta wysoka do 5 m bylina z rodziny baldaszkowatych, spokrewniona z pietruszką i selerem miała początkowo służyć jako pasza dla bydła. Ponieważ jednak przygotowywane z barszczu kiszonki nie smakowały zwierzętom – uprawę zarzucono.  Raz wprowadzony gatunek okazał się niestety dość uciążliwy. Doskonale zaaklimatyzował się w naszym kraju i szybko zaczął kolonizować nowe tereny.  Szczególnie obficie obrastał brzegi rzek i strumieni, miejsca ruderalne i przydrożne rowy.  Niektórzy, z uwagi na duże i atrakcyjne kwiatostany, zaczęli stosować go nawet jako roślinę ozdobną.

Zarośla barszczowe szybko stały się częstym elementem górskich rejonów naszego kraju – wypierając rodzime rośliny.  Najgorsze przyszło później: okazało się, że w kontakcie ze skórą barszcz wywoływał oparzenia.  Początkowo przypisywano to alergiom, później jednak okazało się, że zawarte w nim substancje chemiczne, zwane furokumarynami, przy udziale promieniowania UV wchodzą w reakcję z DNA komórek skóry i mogą powodować ich obumarcie.  Od kilku lat ciągle słyszy się o przypadkach ciężkich poparzeń dzieci, czy nawet osób dorosłych, które zbytnio zbliżyły się do niebezpiecznych roślin. 

Barszcz kaukaski (Heracleum mantegazzianum), fot. Wikipedia

Prawdopodobieństwo takich wypadków rośnie w czasie ciepłych wilgotnych dni, kiedy wspomniane parzące związki wydzielają się wyjątkowo obficie.  Barszcz kaukaski to nie jedyny przedstawiciel rodziny baldaszkowatych, który może być niebezpieczny dla zdrowia – istnieje kilka innych blisko spokrewnionych z nim gatunków, pochodzących także z Azji, a przywiezionych do Europy, posiadających zbliżone właściwości – jak choćby barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi) czy pochodzący z Krymu barszcz omszony (Heracleum pubescens).  Również nasz rodzimy gatunek – zwykle nieszkodliwy barszcz zwyczajny (Heracleum sphondylium) – może okazać się niebezpieczny dla osób uczulonych na kumaryny.  

Problem z barszczem kaukaskim mają nie tylko polscy botanicy.  Również w innych krajach Europy gatunek ten spotyka się coraz częściej.  Na Jutlandii na przykład w latach 60-tych próbowano walczyć z parzącym barszczem za pomocą kos i miotaczy płomieni! Bezskutecznie – jedynym skutecznym rozwiązaniem jest, niestety, stosowanie odpowiednich herbicydów (środków chwastobójczych).  

Przypadek barszczy nie jest unikatowy w świecie roślin.  Równie niebezpieczny jest kontakt z dyptamem jesionolistnym (Dictamnus albus) czy sumakiem jadowitym (Rhus toxicodendron).  Ten pierwszy pochodzi z Europy i Azji, występuje także w Polsce, choć jest u nas niezwykle rzadki i został objęty ochroną.  Roślina ta ma bardzo ozdobne, różowo-białe kwiaty i w ciepłe suche dni wydziela duże ilości olejków eterycznych, które w kontakcie ze skórą mogą powodować silne oparzenia (autor niniejszego artykułu robiąc zamieszczone tutaj zdjęcie doznał poparzenia dłoni).  Niezwykłe jest to, że w upalne dni unoszące się dokoła rośliny olejki mogą ulec samozapłonowi!  W związku z tym niektórzy uważają, że to właśnie dyptam jesionolistny był owym ‘krzewem gorejącym’, który ukazał się na pustyni Mojżeszowi – scena ta została opisana w Starym Testamencie. 

Ruta zwyczajna (Ruta graveolens) fot. Wikipedia

Inną niebezpieczną rośliną jest spokrewniona z dyptamem ruta zwyczajna.  Często notuje się poparzenia osób pracujących na plantacjach tego uprawianego do celów leczniczych gatunku.  W tym przypadku winę także ponoszą zawarte w rucie związki, które przy udziale światła słonecznego powodują zapalenia skóry.  

Podobne niebezpieczeństwa czekają również na nieostrożnych wędrowców zapuszczających się do Amerykańskich lasów.  Występuje tam wspomniany sumak jadowity, którego sok (czasem wystarczy otarcie liści) wywołuje uczulenie na zawarte w nim związki.  Następne kontakty mogą więc doprowadzić do ciężkich stanów zapalnych skóry, a nawet silnych gorączek.  

Jak widać wybierając się do lasu czy na łąkę musimy uważać nie tylko na to co jemy, ale także na to czego dotykamy.  Rośliny, podobnie jak zwierzęta, również mogą być niebezpieczne w bezpośrednich kontaktach.  Nie zrywajmy więc nieznanych nam gatunków, a na wycieczki po lesie lepiej wyposażyć się w długie spodnie i koszulę z długim rękawem – może nie zawsze będzie to wygodne, ale na pewno bezpieczniejsze!  Jako ochrony przed słońcem także lepiej użyć słomkowego kapelusza niż liści napotkanej przygodnie rośliny – może się bowiem okazać, że trafiliśmy na parzący barszcz!

Kaukaskie barszcze to doskonały przykład krótkowzroczności ludzi sprowadzających nowe gatunki roślin.  Niestety, w związku z rozwojem ogrodnictwa i łatwością kontaktów z zagranicą, szczególnie z krajami położonymi na innych kontynentach, takie przypadki są coraz częstsze.  Nierzadko zdarza się, że piękna roślina ozdobna ucieka z działek lub ogródków i zaczyna świetnie prosperować „na uchodźstwie”.  Może się na dodatek okazać, że zaczyna zagrażać naszym rodzimym gatunkom powodując zubożenie lokalnych zbiorowisk roślinnych. 

W naszej florze mamy wielu takich „emigrantów’: klon jesionolistny (Acer negundo) , nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis) czy rdest ostrokończysty (Reynoutria japonica) .  Możliwe są jeszcze inne scenariusze – na przykład nasiona wielu uciążliwych obecnie chwastów zostały przywiezione w transportach zboża czy w ziemi balastowej na statkach.  Takimi pasażerami na gapę była żółtlica drobnokwiatowa (Galinsoga parviflora) czy przymiotno kanadyjskie (Conyza canadensis).  

Wszystkiemu winne metabolity wtórne!

Parzące substancje, o których mowa w tym odcinku należą do grupy tzw. metabolitów wtórnych.  Związki te powstają w komórkach roślinnych na drodze skomplikowanych przemian biochemicznych lecz nie spełniają żadnej roli, od której bezpośrednio zależałoby życie organizmu.  W określonych warunkach mogą pełnić jednak różne funkcje sprowadzające się np. do odstraszania roślinożerców.  Substancje te mogą być wydzielane przez specjalne komórki wydzielnicze ulokowane w rozmaitych częściach rośliny.  Wszyscy znamy doskonale niemiłe skutki otarcia się o liść pokrzywy.  W tym przypadku wszystkiemu winne są włoski gruczołowe umieszczone na jego powierzchni.  Włoski takie to nic innego jak specjalne komórki pełniące rolę, którą można przyrównać do funkcji strzykawki.  Mają one kształt buteleczki zwężającej się ku górze zakończonej kulistą główką.  Przy dotknięciu główka łatwo odłamuje się i pozostawia ostry niczym igła koniec, który łatwo wbija się w ciało intruza i wprowadza drażniącą substancję.  Nieco inaczej wygląda to u barszczy – tu groźne substancje znajdują się w kanałach biegnących w różnych organach rośliny – okazjonalny dotyk może więc okazać się niegroźny, jednak zerwanie i kontakt z uszkodzonymi częściami liści czy łodyg kończy się zwykle nieszczęśliwie.  W ciepłe dni parzące związki mogą się ulatniać, co dodatkowo potęguje niebezpieczeństwo oparzeń.  

Barszcz z barszczu

To, że rosnący w Polsce barszcz zwyczajny nazywany jest barszczem, to nie przypadek.  Buraki, z których obecnie przygotowuje się lubianą przez wiele osób zupę, bez której nie może obyć się kolacja wigilijna, znane są w kuchni polskiej dopiero od XVI wieku.  Barszcz zaś pojawia się w jadłospisie Polaków już wcześniej – od wczesnego Średniowiecza.  Wtedy jednak gotowano go właśnie z liści barszczu zwyczajnego.  Liści tej rośliny używano także jako jarzyny.  Potem dopiero barszcz zastąpiły buraki, lecz, rzecz przewrotna, pierwotna nazwa została.

Naszym rozmówcą jest dyrektor Ogrodu Botanicznego UW, prof. dr hab. Marcin Zych – biolog, badacz ewolucjonista, etnobotanik, od lat zajmujący się skomplikowanymi relacjami roślin z zapylaczami. Więcej →

Zielona oaza w sercu wielkiego miasta!

Ogród Botaniczny
Uniwersytetu Warszawskiego

Zapraszamy do czterech szklarni Ogrodu, które w sezonie zimowym są dostępne w weekendy i święta w godzinach 11.00 – 16.00 (kasy są czynne do 15.20)


W każdą sobotę i niedzielę o godz. 13.00
zapraszamy na spacery z edukatorami!

Las tropikalny w centrum Warszawy

Szklarnie

SZKLARNIE są dostępne w weekendy i święta w godzinach 11.00 – 16.00 (ostatnie wejście o 15.20)

Bilety są dostępne na miejscu, w kasach do 15.20 oraz na stronie kupbilet.pl

Zajęcia z edukatorami dla grup zorganizowanych
Zapisy → wycieczki.ogrod@uw.edu.pl

Czarujący zimowy Ogród Lumagica

Magiczny Botaniczny

To już piąta edycja wystawy iluminacji w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Zapraszamy! Wystawa jest czynna codziennie (oprócz śród) w godz. 16.00 – 21.00

Bilety są dostępne na miejscu oraz na stronie lumagica.pl
Realizowane projekty z Funduszy Europejskich

Używamy plików cookie, aby poprawić komfort korzystania z naszej witryny. Przeglądając tę stronę, zgadzasz się na używanie przez nas plików cookie.